18.09.2016

Jedna gwiazdka, dziesięciu nie równa

...czyli o tym jak oceniam słów kilka


Niejednokrotnie przeczytałam już, że ktoś nie spodziewał się tak wysokiej notki, czy to po mojej recenzji, czy na zupełnie odmiennym od mojego blogu, o tematyce filmowej. Postanowiłam, więc rozwiać pewne wątpliwości i poświęcić wpis tematowi ocen, które książkom wystawiam, bo wbrew pozorom ta sprawa nie jest ani prosta, ani oczywista.

Skala według, której przyznaję punkty pochodzi z serwisu Lubimy Czytać i prezentuję się następująco:
1 - beznadziejna
2 - bardzo słaba
3 - słaba
4 - może być
5 - przeciętna
6 - dobra
7 - bardzo dobra
8 - rewelacyjna
9 - wybitna
10 - arcydzieło


1# Skala ogólnie
Przede wszystkim oceniam książkę patrząc na inne powieści w tym gatunku, więc dana powieść jest dla mnie na przykład wybitna w swoim typie literatury, nie na tle całości Nie mogłabym bowiem ocenić historii na tle ogółu literatury, bo byłoby to według mnie krzywdząc, a wystawienie w ten sposób noty byłoby dla mnie czymś, po prostu trudnym. Dlatego też w przypadku rewelacyjnej książki młodzieżowej, nawet jeśli wtórnej, a wciąż prawie idealnie stworzonej, nie waham się nad postawieniem jej ośmiu gwiazdek. Muszę też podkreślić, że wyjątkiem od tej reguły jest jednak nota 10, którą wystawiam jedynie pozycją, które uważam za ogólne arcydzieło.
Poza tym nie patrzę na liczbę gwiazdkę, a na dopisany jej opis. Czasem zdarza się, że określam sobie książkę jako dobrą,  jednak dodałabym jej jeden punkt i w takim przypadku pozostaje przy słowach, nie liczbach.

2# Za okładkę plus pięć
Przy wystawianiu oceny nigdy nie patrzę na okładkę. Nieważne czy powieść została wydana w pozłacanej oprawie, czy w papierze toaletowym u mnie nie ma to żadnego wpływu na ilość gwiazdek wystawianych za jej treść. Oprawa graficzna to, bowiem według mnie odrębne dzieło, za której wykonanie mogłabym jedynie ogwiazdkować grafika, który ją wykonał, ale w żadnym wypadku nie autora.

3# Styl pisania a tłumaczenie
Myślę też, że zawsze trzeba brać poprawkę na pisanie o stylu pisania w powieściach, które czytamy jako przetłumaczone na język polski. W tym wypadku czytamy przecież zdania niejako utworzone przez tłumacza – nie autora, bo choć sens musi pozostać ten sam, to słowa nigdy nie będą słowo w słowo identyczne. Dlatego też gdy czytam książkę w której pojawiają się błędy stylistyczne to nie obniżam jej oceny, a jedynie żadnych punktów za styl nie dodaję. Nie wiem, bowiem czy pomyłka jest błędem tłumacza, czy samego autora, a możliwości sprawdzenie zwykle nie mam.

4# Bohaterowie jak stali dobrzy przyjaciele
W przypadku postaci, o których zawsze piszę w moich recenzjach to fakt, czy dane osoby polubiłam, czy nie, wpływu na liczbę punktów dla książki nie ma. Oceniam, bowiem samą kreację bohatera – czy był chodzącym ideałem, czy jednak pozostał człowiekiem, który miał więcej niż dwie cechy charakteru. Sporą ilość gwiazdek odejmuję jeśli widzę niekonsekwencje w kreacji bohatera, czy przemianę w ciągu jednej strony (oczywiście jeśli nie mamy do czynienia ze sporym przeskokiem czasowym). Za brak wtórności punkcik mogę dodać, jednak za pojawienie się jej gwiazdek nie odejmuję, bowiem nie jestem pewna, która postać powstała wcześniej. Bardzo ważnym przy ocenie bohatera staje się za to fakt, czy postać miała jakieś cechy charakteru, czy pozostawała nijaką lalką.

5# Ah, te happy endy
Zakończenie oddziałuje według mnie bardzo mocno na historię, więc jeśli jest napisane na szybko, książce może odjąć sporo. Nie mam nic przeciwko szczęśliwym, czy nawet tym trochę baśniowym zakończeniem, ale jakiś wpleciony smutny watek dodaje jakiegoś smaczku całej lekturze. No chyba, że są to bohaterowie do których się przywiązałam, wtedy śmierć któregoś z nich mogłabym się równać morderstwu autora.

6# A oto osiemdziesiąta ósma książka Jana Kowalskiego
Chociaż staram się oceniać każdą powieść jako odrębne dzieło, tak w przypadku kolejnej pozycji napisanej przez tego samego autora oczekuję czegoś nowego. W przypadku któreś w kolejności lektury Kowalskiego chcę, bowiem innego bohatera, nie kopii poprzedniej powołanej do życia postaci, ale kogoś innego. Nie chcę też kopii znanej mi już historii przeniesionej na osoby różniące się jedynie imieniem i kolorem włosów. I właśnie dlatego tak bardzo zawiodła mnie Pani Noc, bo była niemalże taka sama. Tutaj też Riordan wychodzi u mnie obronną ręką, bo ani Apolla, ani Magnusa sobowtórem Percy'ego nazwać nie mogę, a Jason mimo, że przez wielu uznawany za bardzo podobnego, dla mnie miał cechy, które kształtowały go jako odrębną osobę.

&&&

Chyba nie zapomniałam wspomnień o niczym ważnym, jeśli chodzi o przyznawanie przeze mnie punktów książce. Mam nadzieję, że zarysowałam Wam trochę mój system.
Do napisania książkoholicy!

1 komentarz:

  1. A nie, ja nie mam systemu. Mniej-więcej pamiętam, jak oceniłam inne książki - wiem, która jest oceniana przeze mnie najwyżej, a która najgorzej. I ustosunkowuję się do nich, idę bardziej na czuja. Nigdy nie oceniam okładki, choć w recenzjach niejednokrotnie wytknęłam brzydactwa. Korektę, tłumaczenie oceniam, a jakże. Bo jednak lubimyczytac.pl daje tę opcję, że ocenia się konkretne wydanie - niektóre są zgrabne, inne lepiej omijać! Pozdrawiam i zapraszam do siebie!

    OdpowiedzUsuń