06.08.2016

Lex malla, lex nulla.

!W recenzji nie pojawiają się spoilery!

Tytuł oryginału: Lady Midnight
Tytuł polski: Pani Noc
Seria: Mroczne Intrygi (tom #1)
Autor: Cassandra Clare
Tłumaczenie: Małgorzata Strzelec, Wojciech Szypuła
Wydawnictwo: Mag

Minęło pięć lat.
Emmie wojna odebrała rodziców, a przynajmniej tak twierdzi Clave. Nocna łowczyni nie wierzy jednak w zapewnienia rady, postanawia, więc sama odkryć prawdę i pomścić swoją rodzinę. Wraz ze swoim parabatai Julianem będą musieli też nauczyć się żyć od nowa, bowiem ich więź wyszła już ponad granice paragrafów. 
Jakby tego było mało faerie postanawiają zwrócić brata Juliana, Marka, którego przetrzymywały w niewoli. Czy utracone lata zmieniły... No właśnie, kogo? Nocnego Łowce? Faerie? A może po prostu chłopca?

Witaj w świecie pełnym czarów, gdzie nic nie jest jak powinno, a prawo określa twoje uczucia. 


&&&

Podchodziłam do książki Pani Noc z ochotą na ciekawą powieść przygodową, a dostałam miałką historię, którą można niejako nazwać fan fiction. Czy się zawiodłam? Przyznam, że nie. Spodziewałam się takiego obrotu spraw i na moje nieszczęście miałam rację.
Oprawa tej powieści jest moim zdaniem jedyną ładnie wydaną powieścią Cassandry Clare w Polsce. Okładka się błyszczy, zdjęcie jest przepiękne, tytuł ładnie się prezentuje, chociaż jego tłumaczenie wciąż wywołuje zniesmaczenie. Czego chcieć więcej? Ano nawiązania do treści, którego tutaj mi brakuje. Wygląda to tak jakby, ponieważ na jednej stronie pojawił się słoń, trzeba było go umieścić na oprawie.

- Siedziałyśmy tutaj, on zadzwonił, wyświetlił mi się na ekranie... To znaczy wyświetliła mi się lama, bo nie miałam jego fotki, więc zamiast tego wstawiłam zdjęcie lamy... I ta lama tak mnie wkurzyła, że nie mogłam się powstrzymać.
- Zły moment, żeby być lamą.
- A na to są jakieś dobre momenty?

Zostawiając sprawę fatalnego polskiego tłumaczenia, które żyje własnym życiem, styl pisania pozostał prosty, przez co powieść szybko się czytało. Dialogi, które uważałam za najmocniejszą stronę książek tej autorki, pechowo zaczęły kuleć. Nie mogłam się wręcz pozbyć wrażenia, że niektóre z nich powstały tylko po to, by dodać powieści jakiejś wyniosłości, której brak nie przeszkadzał, ale wpychanie jej bez powodu i sensu już tak. Niejednokrotnie brzmiały też dziwnie w ustach tak młodych osób. Żarty autorka wplątywała jednak wciąż przyjemnie, co umilało mi czytanie i w pewnym stopniu wynagradzało ten pojawiający się patos.
Uczucia były przerażająco wyolbrzymione, co odbierało mi momentami ochotę na dalsze czytanie. Tutaj nie mogłam liczyć na subtelne, prawdziwe relacje, którym mogłabym kibicować, tutaj spotkałam się ze stwierdzeniem albo wszystko, albo nic. Brakowało w tym wszystkim jakieś subtelności, czegoś, co dowiodłoby, że mamy do czynienia z ludźmi. Irytował mnie też fakt, że sytuacja w Instytucie w Los Angeles przypominała brazylijską telenowelę, w której skacze się z kwiatka na kwiatek. Gdzie w tym wszystkim jakaś magia?
Wątek niejako kryminalny był zgrabnie prowadzony. Autorka przyjemnie nawiązała do wiersza, śmierci miały jakiś sens, czarny charakter mógł niektórych zaskoczyć, niby wszystko jest dobrze, a jednak pojawił się zgrzyt, który nie pozwolił mi naczytanie z większą przyjemnością, to wszystko już było. Nie mam na myśli, że już wcześniej pojawiła się śmierć, ponieważ nie musiałoby to być nawiązaniem do wcześniej serii. Urok nikł, ponieważ te morderstwa od razu kojarzyły mi się z tym, o czym już czytałam, u tej samej twórczyni - z działalnością ludzi Valentine'a.

- Kapitan Ameryka to najprzystojniejszy z Avengersów - powiedziała Cristina. - Bez dwóch zdań. Ale mnie podoba się Hulk, chętnie uzdrowiłabym jego złamane serce.
- Jesteśmy Nefilim - zauważył z naciskiem Julian. - Nie powinniśmy w ogóle wiedzieć o Avengersach. A poza tym najprzystojniejszy jest Iron Man, to chyba oczywiste.

Bohaterowie byli dla mnie ogromnym problemem do oceny. Polubiłam bowiem Marka, który jako jedyny zdawał się miewać ludzkie emocje i popełnił kilka błędów. Zaintrygował mnie też Kit, chociaż zaraz po prologu pomyślałam sobie, że będzie tym i tamtym i co? Okazało się, że właśnie tym był. Czeka mnie przyszłość jasnowidza lub po prostu Clare jest do bólu przewidywalna.
Najbardziej sprzeczne uczucia targają mną względem Juliana. Z jednej strony współczułam mu z całego serca, ale z drugiej, zdawał się on być odbiciem Clary. Poświęcenie, które reprezentował było czymś wspaniałym, budującym, mogło również stworzyć barwną postać, jednak autorka zgubiła się gdzieś w tworzeniu jego osoby, powołując do życia postać, którą już znaliśmy. Przyznaje też, że nie lubię Emmy, ponieważ nie miała żadnego usprawiedliwienia, by być sobowtórem Jace'a. O ile bolało mnie kopiarstwo charakteru w przypadku Willa, który był przynajmniej z nim spokrewniony, tak tutaj to, wywoływało moje zniesmaczenie. Zabrakło w tych młodych Nocnych Łowcach innowacji, kogoś, o kogo charakterze jeszcze nie czytałam.
Rodzeństwo głównego bohatera, choć nie błyszczało to, było jakoś w tle, nie przeszkadzając i różniąc się czymś tam od siebie. Niestety taki Diego, Diana, czy Cristina nie odznaczali się zupełnie niczym, nie mam pojęcia co takiego, mogłabym o nich powiedzieć poza faktem, że byli kimś dla kogoś. Nowy czarownik miał być chyba Magnusem, a jednak nie do końca nim, niestety był po prostu marną kalką oraz marnym, nieciekawym bohaterem.

Nikt nigdy nie jest czarnym charakterem we własnej historii.

Wiecie jak to jest, mieć kompletny zamęt w głowie? Jak to jest nienawidzić i lubić powieść jednocześnie? Pani Noc to książka, która miała spore szanse by oczarować czytelnika. Cassandra Clare zgubiła się jednak we własnych pomysłach i stworzyła dziwny twór, podczas którego czytania odczuwałam spore deja vu. Bohaterowie zdają się być kalką Nocnych Łowców, których już znamy, miłość znów jest zakazana, a tło wydaje się być wtórne.
Jestem zdziwiona, że po fenomenalnych Diabelskich Maszynach ta sama osoba stworzyła pierwszy tom Mrocznych Intryg. W tym przypadku jest to przeciągnie serii i pisanie fan fiction własnych historii przez pisarkę wyłącznie dla zarabiania większych pieniędzy. Strach się bać, co znajdziemy w kolejnych książkach tej autorki, których ma być jeszcze osiem.

Moja ocena:
★★★½☆☆☆☆☆☆
(może być-)

*Tytuł wpisu oznacza: Złe prawo, to nie prawo

9 komentarzy:

  1. A ja planowałam kupić tę książkę przyjaciółce na urodziny... Teraz już będę wiedziała, że lepiej omijać ją szerokim łukiem, dzięki! ;)
    Pozdrawiam,
    Amanda Says

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opinie o tej książce są bardzo skrajne. Niestety ja znajduję się po niezadowolonej stronie barykady, chociaż wiem, że niektórzy są zachwyceni. ;)
      Dziękuję za odwiedziny i komentarze. :D

      Usuń
  2. Czytając Panią Noc miałam wrażenie, że ponowie czytam zlepek historii z jej pozostałych książek. Szkoda, że autorka tak się zapętliła we własnych pomysłach i nie potrafi stworzyć czegoś nowego. ;)
    Pozdrawiam,
    GeekBooks

    OdpowiedzUsuń
  3. Wow, w tej książce są nawet Avengers.
    Szkoda tylko, że książka ma tak niską ocenę.
    A dialogi jak powiedziałaś kuleją.
    No cóż, zdarza się... :(
    http://recenzumkomiksiarza.blogspot.com/ Zapraszam do mnie :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie miałam jeszcze przyjemności przeczytać żadnej książki Cassandry, ale czekają cierpliwie na liście. Oby w następnych częściach się poprawiło, bo naprawdę miałam chęć na tę książkę... słyszałam już kilka recenzji niezbyt pozytywnych, ale staram się nie zrażać.
    Pozdrawiam Basia z bloga ostatniaksiazkoholiczka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Myślę, że autorowi ciężko jest uciec przed własnymi schematami. Nie mniej jednak te dialogi, które zaprezentowałaś, brzmią jak rozmowy young adult, ale raczej słabe. Zawsze mi się wydawało, że Cassandre pisze dla dorosłego czytelnika, ale chyba z kimś pomyliłam xD. A okładka zachwyca faktycznie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja mimo wszystko ją przeczytam, bo chcę sama sprawdzić, jak mi się spodoba. Chociaż fakt, Clare już trochę naciąga tę serię, ale może się to wszystko rozwinie w dalszych tomach

    OdpowiedzUsuń
  7. Chyba odpuszczę sobie. Dary Anioła bardzo mi się podobały (przede mną jeszcze ostatni tom), ale to raczej mi nie przypadnie do gustu.

    Nominowałam Cię do LBA. Więcej na moim blogu https://moje-czytania.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Szkoda, że autorka pogubiła się w tej książce. Sięgnę po nią, ale nie spodziewam się zbyt wiele, skoro jest to właściwie to samo, co poprzednie książki o Nocnych Łowcach ;)

    OdpowiedzUsuń