19.08.2016

Nie jestem księżniczką, ty nigdy nie będziesz księciem

Tytuł orygnału: Perfect Chemistry 
Tytuł polski: Idealna chemia
Seria: Idealna chemia (tom #1)
Autor: Simone Elkeles
Tłumaczenie: Marta Czup
Wydawnictwo: Amber

Dewizą liceum w Fairfields  jest „Różnorodność źródłem wiedzy”, jednak między południową a północną częścią miasta istnieje granica stworzona z uprzedzeń i pozornych różnic. Gdy Alex zostaję parterem Brittany przy projekcie szkolnym uprzedzenia wydają się nie do przebycia. Ona jest przecież bogata, piękna i popularna amerykanką. On za to aż do śmierci jest związany z mafią, ma gorący temperament i meksykańską urodę. Nienawiść do siebie mają wpisaną w krew.
Czas jednak mija, a miedzy tą dwójką rodzi się nieprzewidziane uczucie. Stereotypy i przeszłość nie pozwolą, jednak o sobie szybko zapomnieć.
Witaj w świecie gangów, morderstw, zemsty oraz niechcianej, choć idealnej chemii.

&&&

Niektórych książki nie potrafię ocenić obiektywnie, przyznaję się do tego z podniesioną głową. Wybrane pozycje, bowiem przeczytałam w odpowiednim czasie, albo jak to było w przypadku Idealnej Chemii napotkałam na początku kariery czytelnika. I chociaż po wtórnym przeczytaniu powinnam zmienić zdanie, a powieść utracić swój czar, to podczas przewracania stron gdzieś w środku się do siebie uśmiechałam, czekając na łzę wzruszenia. Dzisiaj opowiem, więc o pozycji prostej, schematycznej, dla niektórych pewnie głupiutkiej, ale dla mnie wyjątkowej.
Nie wiem czy tylko w moim środowisku wszyscy uważają romanse za podrzędną literaturę. Wszędzie słyszę by czytać fantastykę, bo w napisanie jej autorzy wkładają najwięcej wysiłku, bo ciekawe światy, bo elfy i wróżki... Problem pojawia się jednak w momencie, gdy ten typ powieści do mnie nie przemawia, a jego czytanie jest koszmarem i tak może jestem głupia, ale już od jakiegoś czasu mam to w nosie. Potrafię docenić kreacje wymiarów, lecz nigdy nie czuję uczestnikiem akcji, a jedynie obojętnym obserwatorem. Gdy czytam za to o ludziach zwyczajnych, czuję się cząstką danej sytuacji, potrafię wyobrażać sobie przypadkowego przechodnia, jako bohatera czytanej książki. Powieść Simone Elkeles była moim pierwszym spotkaniem z typowym romansem i przepadłam już na samym jej początku.

Jesteśmy aktorami. Udajemy, że jesteśmy ludźmi, za których chcemy być brani.

Bohaterowie są schematycznymi przedstawicielami literatury dla młodzieży. Ona - idealna, kapitan drużyny cheerleaderka, królowa szkoły. On - niebezpieczny przystojniak, z mroczną przeszłością. Sztampowatości odbiera jej jednak zadziorność i niewyobrażalna cierpliwość wobec siostry, jemu za to opiekuńczość i odpowiedzialność za własną rodzinę. Oboje są pogubieni, Britanny w swoim „idealnym”  świecie, Alex w swoim, gdzie nic nie wydaje się być we właściwym miejscu. Problemy pomogą jednak wiele zrozumieć obojgu oraz samemu czytelnikowi. Wszystko wydaje się nam przecież takie proste, jedni grzeczni, drudzy gangsterzy, więc dlaczego miałoby ich coś połączyć? Różnice jednak stopniowo były zacierane przez autorkę, kłopoty ujawniane, a odbiorca łączył wszystkie wątki i zmieniał swój osąd, by chwilę później zostać wyrzuconym na zupełnie inne tory. Nie zabraknie tej lekturze, bowiem zawirować i ciekawych rozwiązań, przecież akceptacja nie nadchodzi z pierwszą kroplą deszczu.
Pojawi się tutaj także zazdrosna była dziewczyna, ciekawska przyjaciółka, zabawny kumpel, nadopiekuńcza matka, w które wkradła się pewna papierowość. Postacie te nie były jednak umieszczane przez autorkę na pierwszym planie, przez co nie kuło mnie to aż tak w oczy.

Świat jest taki, jakim go stworzysz. Jeśli uważasz, że nie możesz go zmienić, to proszę, idź ścieżką, która została dla ciebie przygotowana. Ale są też inne drogi, tyle, że trudniej się po nich poruszać. Nie jest łatwo zmienić świat, ale ja na pewno będę próbować.

Największym plusem podczas lektury była dla mnie ciągłość akcji. Niektóre uczucia rozpadały się z czasem, inne powstawały na pierw stworzonych fundamentach. Bohaterowie rozkwitali z każdą kolejną stroną, a ja cieszyłam się poznając ich bliżej. Nikt tutaj nie okazuje się być bez skazy.
Wątki związane z gangiem dodawały książce smaczku, dynamizując akcję i uwiarygodniając stworzony w niej świat. Była broń, bandany, przekręty, polała się krew, czyli wszystko, co buduje wyobrażenie takiego życia. Nie jestem, co prawda ekspertem w takich sprawach, jednak wszystko wydawało mi się wiarygodne i na szczęście nieprzekoloryzowane.
Warto też wspomnieć o języku, który pojawia się w powieści. Autorka używa krótkich, prostych w konstrukcji zdań, które mogłyby zmęczyć starszego czytelnika, jednak mi nie zawadzały w żaden sposób. Narracja podzielona na dwa punkty widzenia była strzałem w dziesiątkę, a Elkeles poradziła sobie z zróżnicowaniem prowadzenia kolejnych rozdziałów. Ciekawym zabiegiem było wplątywanie w wypowiedzi Aleksa hiszpańskich zwrotów dyskretnie tłumaczonych na nasz język. Zabawa językami nadawała charakteru opowiadanej historii i wzbogacała ją.
W książce pojawia się także pewna dawka przekleństw, jednak ich brak byłby zdecydowanie dla tej pozycji gorszy. Przecież bohaterowie żyjący w świecie zbrodni nie mogliby słodzić sobie na każdym kroku. Poza tym ugrzeczniona wersja głównego bohatera wydawałaby się zwyczajnie śmieszna.

Czasem dobrzy ludzie muszą robić rzeczy, które wcale nie są dobre. Prawda?

Mogłabym powiedzieć, że Idealna chemia jest pozycją, jakich wiele i nie skłamałabym w żadnym stopniu. Grzeczne dziewczynki i niebezpieczni chłopcy, przecież są już niejakim standardem New/Young Adult. W tej opowieści nie znajdziecie też artystycznego stylu pisania, czy najpiękniejszych cytatów. Dlaczego, więc tak bardzo ją lubię? Ponieważ jest to powieść o zagubieniu, różnicach i drugich szansach. Historia o nie-księżniczkach i nie-królewiczach, która uczy akceptacji dla innych oraz dla samego siebie. To także pierwsza książka przy której czytaniu uroniłam łzę.
To pozycja raczej dla osób w wieku gimnazjalnym, chociaż i starszych może porwać, jeśli przymkną oko na jej wtórność. Nie polecam jednak jej wszystkim wokół, nie zniechęcam też nikogo. Mówię po prostu: jeśli chcecie czytajcie, jeśli nie świat się nie zawali. Przecież, choć dobrze skonstruowany,  to jednak zwykły romans.

Moja ocena:
★★★★★★★★
(rewelacyjna)

Ah, no i, czy ktoś wie, dlaczego wszyscy bohaterowie poznają się przy projektach z chemii, taka biologia to już nieciekawa? 

8 komentarzy:

  1. Dla mnie taką jedną z pierwszych książek był "Zmierzch" Stephanie Meyer i chociaż wiem , że ma wielu antyfanów ja nie potrafię o niej aż tak źle myśleć. Owszem nie jest to jakies wybitne dzieło ale czasem lubię sobie do niej powracać - do jednej z niewielu książek bo ogólnie nie czytam ponownie już raz przeczytanych.

    OdpowiedzUsuń
  2. Romanse...ciężko mi coś powiedzieć.
    Bo taki wątek szanuję jedynie w jednej serii
    Baśni. Jest to moja ulubiona seria komiksowa i tam takie coś mi nie przeszkadza. Ale w książkach nie potrafię tego strawić...
    http://recenzumkomiksiarza.blogspot.com/2016/08/skok-milenium.html

    OdpowiedzUsuń
  3. Faktycznie powieść nie należny do oryginalnych, powiela sporo schematów New Adult, ale podobnie jak Tobie bardzo mi się spodobała. Cała historia ma coś w sobie ;)
    Pozdrawiam!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Nominowałam Cię do LBA ;)
    Więcej tutaj: http://wysnioneksiazki.blogspot.com/2016/08/liebster-blog-award-2.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za nominację. Postaram się odpowiedzieć w przyszłym tygodniu. :D

      Usuń
  5. Osobiście zostałam przez powieść oczarowana, chociaż okey - jest schematycznie, jednak po prostu wciągnęłam się i sam styl autorki mnie po prostu urzekł :D Polecam drugą część - nie jest taka schematyczna jeśli chodzi o bohaterów jak pierwsza :3

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytałam i nieco zdziwiłam się tak wysoką oceną, bo akurat mi dosyć przeszkadzał język, jakim została napisana powieść. Liczyłam na coś mniej wulgarnego, a bardziej subtelnego. :)
    Pozdrawiam ciepło, Nat z natalie-and-books.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo mnie ciekawi ta pozycja i emocje, jakie wywołuje wśród ludzi. Jedni kochają, drudzy nienawidzą, a trzeci jeszcze sądzą, że to średniak. Ale te latynoskie klimaty mnie zachęcają

    OdpowiedzUsuń