19.02.2016

Uratujmy się nawzajem nie na zawsze, ale na chwilę

Tytuł oryginału: Eleanor & Park
Tytuł polski: Eleonora i Park
Autor: Rainbow Rowell
Tłumaczenie: Magdalena Zielińska
Wydawnictwo: Moondrive

Eleonora i Park. Dwa skrajnie różne typy osobowości. Jedna, wspólna dusza.
Nic nie wskazywało na to, że nową uczennice i szkolnego outsidera połączy choćby sympatia. Los jednak sprawia, że Eleonora musi usiądź razem z Parkiem w szkolnym autobusie. Przez wzajemną niechęć, niepewność, aż do miłości. Ta dwójka jest wulkanem uczuć.
Czy jeśli nie potrafi się ratować własnego życia to warto je ratować? Czy warto kochać mając świadomość, że to tylko chwila? Czy każda historia musi kończyć się stwierdzeniem „i żyli długo, i szczęśliwie”? 



&&&

W czterech na pięć książek młodzieżowych pojawia się w niej schemat, na który nie wiele osób zwraca uwagę - główni bohaterowie. Czy nie jest tak, że główna bohaterka jest szarą myszką, lub dziewczyną z trudną przeszłością? A czy chłopak nie jest szkolną gwiazdą, albo mrocznym złym chłopcem? Powtarzalność charakterów powieści rozmywa dane dzieło na tle innych i po piętnastej książce o „niespodziewanej” miłości gwiazdy i grzecznej dziewczynki imiona przestają mieć znaczenie. Przecież Tesse można nazwać Bellą nie odczuwając żadnej znaczącej różnicy. Bo, mimo, że ich życie różni się pewnymi szczegółami to scalają się w jedną grupę docelową.
Rainbow Rowell postanowiła w swojej powieści pójść  w trochę inną stroną. Eleonora jest, bowiem dziwną dziewczyną z biednego domu, której nie sposób jest nie zauważyć ze względu na męskie ubrania i rzucające się w oczy niecodzienne dodatki. Park natomiast jest chłopakiem, który chce zatonąć w tłumie. Jego ubrania zawsze są czarne, a on uwielbia czytać komiksy i słuchać punkowej muzyki. Czy próba stworzenia porterów postaci nieszablonowych wyszła autorce na dobre? Zdecydowanie tak.

Spróbował sobie przypomnieć, co o niej pomyślał, gdy zobaczył ją po raz pierwszy. Próbował sobie przypomnieć, jak do tego doszło – jakim cudem z kogoś obcego stała się jedyną osobą, która się liczyła.

Historia tej miłości została osadzona w trochę innych czasach, gdy aby posłuchać muzyki trzeba było mieć konkretne urządzenie, które na dodatek wymagało częstych zmian baterii. Nie było Facebooka, Twittera, Instagrama, a młodzież spotykała się na boisku szkolnym lub wychodziła na spacery. Na dodatek El nie miała nawet telefonu. Wydaję się nam to dzisiaj straszne, ale ta powieść pokazuje, że życie bez wszechobecnego Internetu nie było takie złe, a wręcz pokusiłabym o stwierdzenie, że mniej jednostajne.
Sporym plusem poza piękną i minimalistyczną okładką, która podbiła moje serce była narracja prowadzona w trzeciej osobie, ale jednak z dwóch różnych perspektyw. Taki sposób zapisu tej historii dodał jej własny rytm i pozwolił na poznanie innych punktów widzenia, co dopełniło cały obraz. Styl pisania jest bardzo przyjemny w odbiorze, prosty, momentami potoczny, ale nie pozbawiony ciekawych metafor.

To była najmilsza rzecz jaką mogła sobie wyobrazić. To sprawiło, że chciała urodzić jego dzieci i oddać mu obie swoje nerki.

Ta książka opowiada czytelnikowi bajkę, by później uwydatnić kontrast między dwoma środowiskami. Życie rodzinne głównego bohatera jest spokojne, poukładane, radosne, a dom rudowłosej przepełniony lękiem, niedostatkiem i żalem. I gdy wydaje się, że tę dwójkę nie połączy zupełnie nic pojawia się nić wzajemnego porozumienia, które z czasem przeradza się w potrzebę bliskości. Smutne serce Eleonory zaczyna widzieć światełko w tunelu, a Park odkrywa w sobie uczucia, o których wcześniej nie miał pojęcia. Okazuje się, że właśnie to jest sensem przeżywania pierwszej miłości, nic nieznaczące, ulotne chwile, w których pozwalamy naszym marzeniem przesłonić umysł.  Oboje wiedzą, że ich uczucie nie ma prawa przetrwać, a jednak pozwalają sobie na chwilę szczęścia. Myśli o wspólnej przyszłości starają się ukryć gdzieś z tyłu głowy.

Nie mógłby kupić Eleonorze pióra. Albo zakładki. Nie żywił wobec niej uczuć zakładkowych.

Komu mogę polecić lekturę tej książki? Osobom, które mają ochotę na słodką historię o miłości przepełnioną niepewnością, słodyczą, ale też ogromnym bólem złamanego serca. Oraz tym, którzy mają ochotę przypomnieć sobie, co to właściwie znaczy kochać po raz pierwszy. Myślę, że ta pozycja przypadnie do gustu fanom niestandardowego young adult. Eleonora i Park to, bowiem słodko-gorzka, ciepła historia dwójki nastolatków opisująca codzienność.

Moja ocena:
★★★★★★★★☆☆
(rewelacyjna)


5 komentarzy:

  1. Ja akurat nie rozumiem fenomenu tej książki... Nie jest zła i nawet przyjemnie się ją czytało, ale niektóre pomniejsze wątki nie miały dla mnie sensu...
    Pozdrawiam
    secretsofbooks.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Przyznam, że mi ta książka nie spodobała się aż tak bardzo. Była całkiem dobra, ale nic więcej. Spodziewałam się po niej czegoś trochę lepszego ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Twoja recenzja jako jedyna z tych, które do tej pory czytałam przekonała mnie do sięgnięcia po tą książkę w przyszłości, bo wszyscy pisali o niej jako o niezwykle romantycznej, ckliwej itp. itd. powieści, a u ciebie wynika, że to nie do końca tylko o to chodzi. Pozdrawiam
    ksiazkowy-termit.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo zachęcająca recenzja i przyznam, że mam tę pozycję na oku już od pewnego czasu. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam ebooka ale jakoś brak czasu na przeczytanie :/
    http://soelliee.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń