11.03.2016

Miłość odpędzająca koszmary przeszłości


Tytuł oryginału: The Boy Who Sneaks In My Bedroom Window
Tytuł polski: Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno
Autor: Kirsty Moseley
Tłumaczenie: Magdalena Krysik*
Wydawnictwo: HarperCollins Polska

Amber miała trudne dzieciństwo. Maltretowana przez ojca zamknęła się na dotyk innych. Teraz nikt nie może jej dotykać aby nie wywołać reakcji wymiotnej, poza nim.  Chłopakiem, który spędza z nią każdą noc odpędzając jej koszmary.
Liam jest szkolnym przystojniakiem i kobieciarzem, a przez jego łóżko przewija się mnóstwo dziewczyn. Nikt nie wie jednak, że jego serce od dawna należy tylko do jednej, jego Aniołka.

&&&

Gdy po trudnym dniu w szkole jadę autobusem mam zwykle ochotę się odprężyć przy romansie skierowanym do młodzieży. Zawsze staram się nie mieć co do nich żadnych większych oczekiwań poza zapewnieniem chwili relaksu. Zdarza się, jednak, że dana pozycja irytuje mnie do tego stopnia aż zaczynam zgrzytać zębami. Dokładnie taka sytuacja miała miejsce w przypadku powieści Kirsty Moseley, która okazała się jedną z najgorszych książek, które miałam przyjemność, przeczytałam dając autorce wiele szans na wzbudzenie we mnie zainteresowania, niestety nie wykorzystała ona żadnej.

Książka rozpoczyna się od przedstawienia chwili z przeszłości naszej głównej bohaterki i jej brata. Scena pokazuje przemoc domową i choć autorka stara się nadać jej dramatycznej aury to nie poruszyła ona mojego nastoletniego serca. Stało się tak za sprawą języka, który sprawiał wrażenie bardzo topornego, jakby Moseley starała się wmówić mi, że muszę się nad zaistniałym momentem litować.
Amber jest tym typem bohaterki, którego nienawidzę. Zbyt naiwna, aby wzbudzić moją sympatię, zbyt rozchwiana emocjonalnie, zbyt wyidealizowana, zbyt niezdecydowana, zbyt miałka i nijaka. Ta dziewczyna nie ma w sobie krzty charakteru. Jej lęk związany z dotykaniem mnie śmieszył, choć pewnie nie powinien. Rozumiem skąd się wzięła ta fobia, jednak zagranie w stylu nikt nie może mnie dotykać poza Liamem, który jest dupkiem, ale sypia ze mną w jednym łóżku, więc mogę mu zaufać wzbudziło we mnie jeszcze większe poirytowanie. Przecież to oczywiste, że sypia z każdą, ale mogę mu zaufać bo przyjaźni się z moim bratem - jasne, nie ma problemu. Najgorszy było jednak to, że Walker miała się za największą ofiarę losu i ujmowała okrucieństwu jakiego doznał jej brat uznając, że: mój brat doznał ze strony mojego ojca przemocy fizycznej, co jest okropne, ale molestowanie seksualne tego nie życzę nikomu, to zostawia blizny. Pytam się więc, czy bicie nie zostawia szram na całe życie? Czy w takim razie dzieci mogą być maltretowane, ale nie powinniśmy pozwalać tylko na zmuszanie do współżycia? No błagam! Jej brat przyjmował ciosy za jej niezdarność i kończył nieprzytomny na podłodze, ale nie ona jest najgorszą ofiarą świata. I jeszcze to jej rozdwojenie jaźni wyglądające mniej więcej tak: tak, tak jestem niewinną dziewczynką, to może jutro pójdę do szkoły jako prostytutka? 

- Nie odejdę, dopóki nie przestaniesz płakać – oznajmił. Jego ramiona zacisnęły się na mojej talii, gdy kazał mi się położyć. Uścisk był tak mocny, że nie mogłam przesunąć się nawet o centymetr. Jednak to było miłe.

Liam jest bogiem, który spadł na ziemię. Jest oczywiście także dupkiem na chwilę, który kocha naszą bohaterkę i w jednej chwili potrafi się zmienić z kobieciarza na ukochanego chłopaka. Gdzie tu jakikolwiek sens? Człowiek zmienia się pod wpływem miłości rozumiem to, ale w ciągu pięciu minut nie zmienia swoich przyzwyczajeń i, o matko myśli. Skoro oglądał się za wszystkimi dziewczynami, to niech nagle nie oznajmia, że od zawsze liczyła się tylko ta jedyna. Spędza również cały wolny czas w domu głównej bohaterki, a w swoim spędza pół godziny tygodniowo, chyba że naszą Amber odwiedzają przyjaciółki, wtedy spędza aż jedną noc w miejscu zamieszkania więcej. Cóż za wspaniali rodzicie! Nie ma co, najbardziej opiekuńczy na świecie. Gdybym miała go podsumować jednym zdaniem: idealny do porzygu.
Jake również zmienia swoje decyzje z dnia na dzień. A co tam! Co z tego, że przez całe życie kazał trzymać się przyjacielowi z dala od jego siostry skoro w chwili, gdy dowiaduje się że się spotykają akceptuje to w ciągu dziesięciu minut i życzy im szczęścia?
Pojawia się w tej powieści także zagranie w stylu fanfiction: matki wiecznie nie ma. Po prostu zostawiła dwójkę nastolatków samych w domu i wędruje po kraju, najwyraźniej zapominając o traumie jaką przeżyły jej dzieci w dzieciństwie.
Nie zapominajmy o świetnym przedstawieniu amerykańskiego liceum jako domu publicznego. Naprawdę rozumiem, że dziewczyny mogą mieć obsesje na punkcie jakiegoś chłopaka, ale na Boga czy one naprawdę latały za nim w czymś czego nie można nazwać spódnicą? Nie rozmawiały z nim, lecz od razu krzyczały, by się z nimi przespał, naprawdę?

- Jessica, wiesz, że zostawiłaś spódnicę w domu? - zapytałam z udawanym
przerażeniem. Spojrzała na mnie krzywo, a do moich uszu dotarł śmiech Liama i Jake’a
- Nieważne. Wiesz, że nie za dobrze ci w stylu emo, prawda? - odparła
złośliwie. 

Co do samej fabuły, to trudno jakkolwiek znaleźć poza tym nagłym strzałem z łuku amora, powstaniem idealnego związku i rozmowach o seksie między bohaterami. Gdy upłynęło już dwie trzecie książki autorka stwierdziła chyba, że musi tu czegoś dodać, bo jest nudno ( i miała rację choć ja nudziłam się po upływie pierwszych dwudziestu stronach) wymyśliła, więc nagły zwrot akcji przy pomocy pojawienia się nowej postaci. Ten zryw, który miał mnie porwać, a zamiast tego powalił mnie swoją naiwnością. Pojawia się nagle mnóstwo problemów z czego wszystkie rozwiązują się w zaledwie chwilę. Oczywiście Walker w swojej narracji stara się przekonać czytelnika, że była to bardzo trudna do podjęcia decyzja, dzieję się to jednak w taki sposób, że nie odczuwa się niczego. Nie szczególnie zastanawia się też nad przebiegiem zdarzeń, ponieważ kłopoty znikają zanim odbiorca zdąży choćby pomyśleć o jakimś wyjściu.

Tej powieści brak wszystkiego: bohaterów, fabuły, stylu autorki, realistycznych dialogów, oddziaływania na odbiorcę, emocji, akcji, chwytliwego tytułu, pomysłu na realizacje. Nie wiem co mogłabym uznać za zaletę w przypadku tego dzieła, chyba tylko okładkę, która jest schludna, choć w żaden sposób nie oryginalna, czy przyciągająca wzrok. Nie polecam Chłopaka, który zakrada się do mnie przez okno, nikomu, a przede wszystkim osobom, które mają ochotę na przyjemną chwilę z książką w ręku.

Moja ocena:
★☆☆☆☆☆☆
(beznadziejna)

*Podałam autora tłumaczenia oficjalnego, sama jednak czytałam wersję nieoficjalną na jednym z mediów społecznościowych.
**Cytatów mało, ponieważ nie było czego cytować.

4 komentarze:

  1. No taka cudowna okładka a taka słaba książka. :c

    OdpowiedzUsuń
  2. Po tak złą książkę raczej nie sięgnę, szkoda na nią czasu :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj, bardzo niska ocena :( A miałam ją w planach. Teraz muszę się nad nią zastanowić. Dodaję do obserwowanych.
    Justyna z livingbooksx.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Uuuuu, pojechałaś z tą recenzją :D ale takie lubię najbardziej :)

    OdpowiedzUsuń