02.10.2016

Prawie przyrodnie rodzeństwo w roli zakochanych


Tytuł oryginału: Did I Mention I love You?
Tytuł polski: Czy wspominałam, że Cię kocham?
Seria: Dimily (tom #1)
Autor: Estelle Maskame
Tłumaczenie: Anna Dobrzańska
Wydawnictwo: Feeria Young

Ojciec Eden zostawił ją i jej matkę dawno temu. Ku zdziwieniu wszystkich teraz, mężczyzna zaprasza swoją córkę na wakacje do słonecznej Kalifornii, gdzie ma poznać jego nową rodzinę. Nie wszystko idzie, jednak zgodnie z myślą nastolatki. Jej najstarszy brat jest całkowitym przeciwieństwem dziewczyny i nie szczędzi jej krytyki.
Eden mimo niechęci Taylora wkroczy do nowej paczki znajomych,  która nauczy ją jak imprezować i łamać zasady. 
Jak to wszystko się skończy? I dlaczego Taylor wydaje się być tak interesujący? Przecież jest jej bratem, a takie uczucia są zakazane...

&&&

Gdy stawiamy książce wysokie wymagania, a ona nie przekracza tego progu czeka ją upadek z kretesem, niemal na same dno naszego serca. Tymczasem, gdy od książki nie oczekujemy niczego szczególnego, a po jej przeczytaniu czujemy się rozgoryczeni to znak, że pozycja upadła naprawdę nisko. Dzisiaj o powieści, która wygra jedno z czołowych miejsc na liście najgorszych książek tego roku i jestem tego pewna już w tej chwili.

Podchodząc do czytania Czy wspomniałam, że cię kocham chciałam przeczytać po prostu ciekawą historię o zakazanej miłości. Otrzymałam natomiast pustą opowieść o kolejnych imprezach.

Wybaczenie to nie jest coś, czego należy oczekiwać. Na to trzeba sobie zapracować.

Pierwszym problemem była dla mnie prostota, która tutaj pojawiała się na każdym kroku. Fabuła prowadzi właściwie od jednego upojenia się alkoholem do drugiego i naprawdę nie przesadzam. Główna bohaterka, chociaż oczywiście nie ma na to ochoty po prostu biega od jednej imprezy do drugiej, nie robiąc tam nic poza oglądaniem, narzekaniem oraz idiotycznymi próbami nawrócenia swojego brata, którego, o ironio, podobno nienawidzi. Czy tak wygląda wyobrażenie współczesnego nastolatka? Czy jestem skazana na żywot takiej młodzieży? Nie mam nic przeciwko uczęszczaniu bohaterów na różne spotkania towarzyskie, nawet tych z trunkami, jednak proszę autorów o trochę umiaru. Estelle Maskame niestety nie radziła sobie też z opisami kolejnych wydarzeń i zlewały się w jedno i to samo, a same wydarzenia nie pchały akcji w żadną stronę, były po prostu zapychaczami. Nie znoszę takich zabiegów, pustych scen.

Ogromnym problem było dla mnie też prowadzenie przez autorkę jakichkolwiek związków. Relacji Eden z ojcem po prostu nie było. Ten wątek był widocznie autorce potrzebny tylko żeby znaleźć pretekst do wyjazdu, a szkoda. Oczekiwałam, że ten wątek jakoś urozmaici czytanie.
Relacja z nastolatkami z miasta była płytka. Wyglądało to mniej więcej  tak: - Jesteś tu nowa? - O to fajnie, zaraz wszystko ci powiemy, wszędzie będziesz za nami chodzić bez celu, chociaż wcale nie znamy.
Relacja Eden-Tyler była wątkiem, na który czekałam najbardziej. Tymczasem otrzymałam po prostu jedną sceną, w której bohaterka dostała olśnienia i zaprzeczyła wszystkim wydarzeniom z przeszłości. Naprawdę, tak to się robi? Później były trudności, jakieś wątpliwości, jednak to wszystko nie wzbudziło we mnie krzty emocji.


Szydzimy z siebie, odkąd tu przyjechałam, i kłócimy się, żeby poznać nawzajem swoje słabości. Moją jest brak pewności siebie. Słabością Tylera jest prawda.

Bohaterowie byli przedstawieni jako naprawdę okropne osoby.
Dziewczyny, która Eden poznała, a które od pierwszego momentu uważa za przyjaciółki na całe życie są, grzecznie to ujmując, idiotkami. Całe życie tych dziewcząt sprowadza się do imprezy i chłopaków, a później także obgadywania wszystkich naokoło, w tym również uwielbianych koleżanek. Odnosiłam wrażenie, że dla własnych korzyści te nastolatki zamordowałyby pół globu. Były pazerne, głupiutkie i puste.
Chłopcy za to zajmowali się jedynie zaciąganiem dziewcząt do sypialni. Udawali też takich miłych, skromnych dżentelmenów, w rzeczywistości będąc lekkomyślnymi dzieciakami.
Główna postać żeńska jest natomiast irytująca, lekkomyślna, niezdecydowana, rozhisteryzowana... Ah, dawno nikt tak bardzo mnie nie denerwował! Ta nastolatka słuchała wszystkich, wyłącznie grzecznie potakiwała, robiła największe głupoty, bo ktoś jej tak powiedział. Wpychała się też z butami w życie osób, których zupełnie nie znała, od tak, chyba dla zasady. Miała przynajmniej trochę kompleksów, żeby nie było tak stereotypowo.
Tyler miał być tym chłopcem z mroczną przeszłością, którego powinna kochać, tymczasem był mdły, okropnie mdły. Pisarka starała się wytłumaczyć, dlaczego ten młodzieniec tak się zachowuje, jednak odniosłam wrażenie, że nie była pewna, jak to opisać, więc wyszło sucho, pusto i bez jakiegokolwiek dramatyzmu.

Udaje, jest jak aktor, który wciela się w rolę. Muszę wiedzieć, co dzieje się za kulisami, kiedy przedstawienie dobiega końca i kurtyna opada. Kim wówczas się staje?

Nie wiem czy przeczytałam zbyt dużo naprawdę dobrych młodzieżówek, czy ta książka była zwyczajnie nudna bądź zła. Po przejrzeniu przeróżnych opinii stwierdzam, że chyba to pierwsze. Wszyscy chwalą Czy wspomniała, że Cię kocham, a ja miałam dość już po pierwszych kilku stronach, więc może jednak nie warto sugerować się moją opinią.

Trudno jest mi podsumować moją wypowiedź dotyczącą tej powieści. Oczekiwałam, bowiem lekkiej książki dla młodzieży, a dostałem głupiutką i płytką historię o pozbawionych mózgu nastolatkach. Może zabrakło tutaj dobrych bohaterów, może plastycznych relacji, może lepszego stylu pisania, trudno jest mi to jednoznacznie stwierdzić. A może po prostu robię się za stara.

Moja ocena:
★★☆☆☆☆☆☆☆
(bardzo słaba)

Na koniec przepraszam Was jeśli coś na blogu się rozjeżdża ale zamówiłam szablon i choć był piękny na poglądzie to nie odpowiada wszystkim rozdzielczością. Cały czas, jednak autorka nad tym pracuję i niedługo wszystko powinno być dobrze. No i, uprzedzam że nie jestem pewna kiedy znajdę czas żeby opublikować następny wpis, ponieważ z powodu szkoły nie mam czasu niczego napisać.

2 komentarze:

  1. Miałam zamiar sięgnąć po tę książkę, ale po Twojej recenzji na pewno tego nie zrobię. Po prostu nienawidzę, jak osoby w moim wieku są przedstawiane jako kompletnie pozbawione jakiejkolwiek samokontroli ! Dobrze, że tutaj trafiłam, bo przynajmniej zaoszczędzę czas, który spędziłabym na czytaniu tej książki :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mi się nawet podobała, ale może to też kwestia tego, że bardzo przypominała mi fanfiction, do których mam sentyment, które czasem czytam, a przede wszystkim sama piszę. Elementy imprez nie raziły mnie, ale to też może być kwestia tego, że mimo moich 18 lat sama dopiero zaczynam na takich imprezach bywać, bo wcześniej mnie nie ciągnęło. Na upartego można się doszukać w tej książce dobrych rzeczy, przekazów... Ale co racja to racja, poraża jej prostota. Stylem pisania się Maskame nie popisała.
    O ile tom pierwszy był dla mnie dobry, o tyle w drugim utknęłam w piątym rozdziale i chyba więcej nie tknę. Lektura dobra na zastój książkowy czy niechęć do czytania, bo potrafi człowieka z powrotem wrzucić w wir czytania. A przynajmniej tak było ze mną, bo właśnie dzięki DIMILY po dłuższej przerwie wróciłam do czytania. :)
    Pozdrawiam,
    http://recenzje-koneko.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń