Ariana | Blogger | X X

01.06.2018

Młodzieżowo, autentycznie, z przesłaniem



Tytuł oryginału: Countless
Tytuł polski: Niepoliczalne
Autor: Karen Gregory
Tłumaczenie: Małgorzata Kaczarowska
Wydawnictwo: Jaguar

Hedda jest anorektyczką. I jest w ciąży.

Hedda nie jest gotowa by zostać matką, nie potrafi zająć się nawet sobą.

Hedda dla dziecka podejmie walkę z chorobą, choć wcale tego nie chce.

Przecież to tylko trzysta pięćdziesiąt siedem posiłków. A miłość jest niepoliczalna...



&&&

Odkąd tylko pamiętam zaburzenia odżywiania, wydawały mi się najstraszniejszą, a jednocześnie najdziwniejszą z istniejących chorób. Dlatego też do produkcji poruszających tę problematykę podchodzę z dystansem. Trudno jest przecież rozmawiać o anoreksji, czy bulimii, nie mówiąc już o stworzeniu dobrego dzieła o tej tematyce. Jak bowiem odnaleźć tę złotą granicę między drastycznością obrazu, a jego obrzydliwością? Jak znaleźć równowagę między mówieniem o chorych ze współczuciem, a traktowaniu ich z litością? Odpowiem krótko: wyjątkowo trudno. Znajdują się jednak twórcy, tacy jak Karen Greogory, którzy decydują się podjąć to wyzwania, i jak się okazuję wychodzą z tego obronną ręką.

Mogę jeść dopóki go ze mnie nie wydostaną. Może i jestem zawodową anorektyczką – popaprańcem, na którym wszyscy postawili krzyżyk – ale może przez kilka tygodni uda mi się być kimś jeszcze.
Liczę tygodnie, potem dni, potem posiłki. Siedemnaście tygodni, sto dziewięćdziesiąt dni, trzysta pięćdziesiąt siedem posiłków . Uda mi się, jeśli tylko będę sobie z tym radzić krok po kroku.

Niezwykle podobała mi się gra między tytułem a treścią utworu. Motyw liczb przewijał się przez niemal całą powieść, czy to w chwili, gdy główna bohaterka liczyła kalorię, czy dni po bądź przed jakimś wydarzeniem. Nie jest jednak wątek wciśnięty po to by ładnie wyglądał powieszony na ścianie, ale ma znaczący wpływ na fabułę książki i wiąże się ze schorzeniem, na jakie choruje Hedda. Wydaje się, że autorka wykorzystała potencjał przewijających się liczb w stu procentach, ale zrobiła to na tyle umiejętnie, że nie jest to coś podkreślonego czerwoną linią, lecz napisanego kursywą, która, choć się wyróżnia, to świetnie wpasowuje się treść, nie rażąc w oczy.

Zasadniczo powieść ta skupia się na dwóch wątkach, z czego jeden jest trudniejszy od pierwszego: miłości rodzica do dziecka oraz walce nastolatki z anoreksją. Pierwszy ze wspomnianych przeze mnie aspektów powinien być tym lżejszy, przyjemniejszym, a bynajmniej nim nie jest. Jeżeli spojrzymy na tę stosunkowo łatwiejszą relacje Heddy z matką to odnajdziemy w niej mnóstwo bólu i niezrozumienia. Czytając rozmowy tych dwóch kobiet, miałam ochotę nimi potrząsnąć, wrzasnąć na nie, żeby w końcu zebrały się w sobie i porozmawiały tak naprawdę, uderzyć je za okrucieństwo, a jednocześnie przytulić, bo los tak mocno je skrzywdził. Trudna jest też relacja matki z jej młodszą córką, po której oczekuje się bycia ideałem oraz relacja małżonków, która, choć wydaje się niemal sielankowa, tak kryje w sobie ogrom cierpienia.

Nie są to jednak jedyne ciekawe więź w książce Karen Gregor, ponieważ tak jak głosi opis, główna bohaterka powieści jest w ciąży. I nieważne czy skupię się na jej życiu przed porodem, czy już po nim, w więzi między matką a córką wciąż przenika się bezkresna miłość, i oddanie oraz żal, i poczucie bezsilności. To malutka Rose miała uratować Hedde, a jednak nic nie jest tak proste, problemy nie znikają ot, tak, a dziewczyna wciąż była po prostu nastolatką, niemal dzieckiem, które nie potrafiło odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Mogłam nie rozumieć jej niektórych zachować, mogłam się jej przyglądać z niejakim oburzeniem, ale nie potrafiłam jej ocenić, ponieważ, pierwszy raz od naprawdę długiego czasu, współczułam głównej postaci sytuacji, w jakiej się znalazła.
 
Szpitale nie są dla mnie najulubieńszymi miejscami na świecie SOR-Y, odziały dziecięce – tamtejsze pielęgniarki po prostu uwielbiają anorektyczki. Oddziały dla młodzieży są… bardziej skomplikowane.
Nia siedzi na czubku latarni.
Głupi spaślak – syczy.
I jeszcze: Patrz co narobiłaś.
A potem: To COŚ w tobie sprawi, że się jeszcze bardziej upasiesz. Ohyda.

Drugim z kluczowych wątków w Niepoliczalnych są oczywiście zaburzenia odżywiania, których przedstawienia ze względu na ich delikatną specyfikę obawiałam się najbardziej. Okazało się jednak, że autorka wykazała się niebywałym wyczuciem, odnajdując granicę i następując na nią czubkiem palców, lecz nie przekraczając jej, umiejętnie balansując pomiędzy dramatyzmem nadającym wiarygodności a tym przesadzonym. Był co prawda moment, w którym zaczęłam się obawiać, że z przejmującej historii prostą drogą przejdziemy do bajki i pognamy na białym koniu ku zachodowi słońca, jednak na szczęście historia przybrała bardziej realistyczny przebieg. Wiarygodny, realistyczny, autentyczny,  dosadny  to te epitety najlepiej określają wątek anoreksji opisany w powieści. Nawet jeśli były lepsze momenty w życiu nastoletniej anorektyczki, tak z pewnością nigdy nie było łatwo. I to Gregor świetnie ukazała. Czasem świeci słońce i wydaje się, że już nic nas nie pokona, ale zaraz może przyjść mżawka, która przerodzi się w huragan. Życie to nieustanna walka, a anoreksja jedynie czeka aż opuścimy gardę, by ponownie zaatakować, wtedy gdy się tego najmniej spodziewamy.
Co więcej, nie ma tu jednego obrazu tej strasznej choroby, lecz kilka znacząco się od siebie różniących. Możemy przeczytać kilka krótkich historii choroby, poznać poglądy chorujących oraz kilkukrotnie zobaczyć zakończenie całego wątku.

Felicyty uważa, że gram żeby przetestować ludzi. Może istotnie to robię. Po prostu lubię mieć pewność. Ponieważ zazwyczaj mogę być pewna, że ludzie mnie zawiodą, lepiej popchnąć ich w tym kierunku szybciej niż później. Ludzie są przewidywalni. 

Najważniejsze elementy nie pozostają jednak od siebie oddzielone, one wciąż się przeplatają, łączą, są właściwie nierozerwalne, co bardzo korzystanie wpływa na całą historię. Anoreksja niszczy główną bohaterkę, burzy mosty między nią a rodziną, córeczkę, sąsiadem. Miłość do Rose zaś te mosty stara się odbudować. Dwa zwalczające się żywioły prowadzą całą powieść i kreują główną bohaterką, która jest postacią, której się nienawidzi, a jednocześnie bardzo chce się jej pomóc, przytulić ją i zapewnić, że wszystko będzie dobrze.

Na szczęście nie ma w powieści nachalnego wątku romantycznego, który zniszczyłby cały jej przekaz. Romans, jeśli można go tym nazwać, został jedynie nakreślony na drugim planie, dodając historii kolejnej iskry.
Ciekawym dodatkiem do właściwiej treści był też wstawki zatytułowane Co jest do dupy w ośrodku, które, choć były proste, niemal banalne, tak wydawały się potrzebne by uczynić książkę pełną.

Język powieści był dość prosty, na tyle by czytało się dobrze i mimo trudnej tematyki bardzo szybko. Ciężar całej powieści został idealnie rozłożony, co sprawiło, że zakończenie nie wypadło zbyt mozolnie, ale również nie zbyt szybko, wzbudzając we mnie całą masę uczuć, sprawiając, że wręcz uśmiechałam się przez łzy. Wydaje się, że cała powieść dążyła do właśnie tego punktu, który uczynił całość jeszcze lepszą.

Anoreksja boli. Głodzenie się nie jest przyjemne. Kiedy twoja waga staje się dostatecznie niska, wszystko cię boli, przez cały czas. Robi ci się tak zimno, jakby twoje kości były z lodu. Włosy ci wypadają, a skóra wysycha na milion małych pęknięć. Na plecach rosną ci włosy. Stawy wydają się zardzewiałe. Masz wrażenie, że mózg ci zamarza. Nawet poduszki są za twarde, żeby na nich siedzieć, tak bardzo wszystko cię boli.

Niepoliczalne to powieść młodzieżowa, której daleko jednak do tytułu banalnej, prostej, czy przesłodzonej. Jest to książka trudna, ale przy tym autentyczna i dosadna, pokazująca trudne perypetie chorej na anoreksje dziewczyny. Historia ta niesie w sobie jednak ukryte optymistyczne przesłanie, którego nie wolno przeoczyć, by całość wydawała się pełna. Dla ludzi, którzy nie boją się trudnych tematów, zdecydowanie nie tylko dla nastolatek.


Moja ocena:
★★★★★★★★☆☆
(rewelacyjna)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz