Ariana | Blogger | X X

02.12.2018

Niektórzy ludzie nie są chorzy, lecz po prostu źli

Tytuł oryginału: Legado en los huesos
Tytuł polski: Świadectwo kości
Seria: Dolina Baztan (tom #2)
Autor: Dolores Redondo
Tłumaczenie: Maria Mróz
Wydawnictwo: Czarna Owca

Tarttalo.
Jedno, pozornie nic nieznaczące słowo, które stanie się początkiem kolejnego  skomplikowanego śledztwa Amai młodej dyrektor śledczej i młodej matki. 









&&&


Dobry pierwszy tom przyniósł optymizm. Opis drugiego tomu złe przeczucia. Do Świadectwa kości podeszłam więc z pewną rezerwą, nie wiedząc czego, tak naprawdę, mogę się po nim spodziewać. Jeżeli faktycznie będzie lepiej, myślałam, to będę mogła się cieszyć, jeżeli będzie gorzej, nie zawiodę się aż tak bardzo. Aż w końcu wzięłam się do lektury i…
Zaczęła zastanawiać, czy się nie myli. Ludzie tacy jak Flora idą przez życie w żelaznej zbroi, która sprawia, że wydają się nieczuli, ale w środku pod grubą warstwą metalu, nadal jest skóra i mięso, krew i serce. Może jednak się myliła, może Flora cierpiała.

W Świadectwie kości na pierwszy plan nie wychodzi już wątek obyczajowy, lecz pełnokrwisty wątek kryminalny. Przyznam szczerze, że po przeczytaniu opisu tego tomu spodziewałam się, że otrzymam historię o wiele gorszą, ponieważ opartą na mniej ciekawym materiale podstawowym. Okazało jednak, że w tomie drugim wątek śledztwa był o wiele lepiej opisany i lepiej skonstruowany. Znów poruszamy się na zasadzie od szczegółu do ogółu, lecz tu robiliśmy w to sposób bardziej przemyślany, a dzięki temu interesujący. Historia była bardziej angażująca i bardziej trzymała w napięciu, aż do tego stopnia, że momentami nie mogłam się wręcz oderwać od tej historii, czułam, że muszę poznać rozwiązanie całej sprawy i to teraz, zaraz natychmiast.

Jeśli zaś mowa o wątku obyczajowym (a może powinnam powiedzieć romantycznym?), który wiódł prym w poprzedniej części, to tutaj faktycznie było go mniej, co przyczyniło się do tego, że wypadł on jednocześnie gorzej, jak i lepiej. Nie ma co ukrywać, że nie był on w żaden sposób i odkrywczy i chociaż autorka nieźle radzi sobie z opisami uczuć, tak tutaj nie potrafiła zakończyć pewnych wątków we właściwym miejscu, i później wracała do nich, chociaż absolutnie nie było to potrzebne, a powiedziałbym nawet, że zbyteczne. Dzięki mniejszej objętości te męczące kwestie trwały jednak po prostu krócej i nie wymęczyły mnie, tak jakby mogły przy większej ilości stron. Na tej warstwie nie było rewelacyjnie, ale nie było też tragicznie i tego się trzymajmy.

Krzywda jest zawsze krzywdą. Na tym polega problem: nie uczymy się niczego z historii. Wszystko przestaje nas interesować już po kilku dniach, czasem po kilku godzinach. Po chwili wszystko wydaje się nam przeszłością. Ale zapominamy, że jeśli nie będzie nas obchodziła niesprawiedliwość, bo to było kiedyś, ta niesprawiedliwość będzie się powtarzać raz za razem.

Dolores Redondo w sposób niemal mistrzowski wykorzystała tu przeszłość głównej bohaterki i potencjał drzemiący w samej postaci. Po pierwsze wplatała wspomnienia w odpowiednich momentach i w odpowiedniej ilości, ubogacając całą historię i rzucając na nie inne światło. Po drugie wyciągnęła z Amai wrażliwość i wątpliwości związane z byciem matką, pozostawiając ją przy tym twardą policjantką ze świetnym zmysłem detektywistycznym. I nawet jeśli miała ona pewne momenty irytującego zachowania, tak ze względu na całokształt jestem jej to skłonna wybaczyć.
Większą rolę odegrały tu postaci drugoplanowe, dzięki czemu również i one zyskały dodatkową głębię, przestając być płaskimi figurkami, a powoli stając się ciekawymi osobowościami.

Lepiej wypadły tu również dialogi – zdecydowana większość brzmiała naturalnie, a ich treść wiązała się z całą historią. Styl autorki również był tu lepszy, chociaż wciąż nie dorównał on kunsztowi, z jakim zostało napisane Dam ci to wszystko. Mniej było to niezręcznych konstrukcji, słownictwo było bogatsze, a opisy zyskały lepszą płynność.
Dzięki minimalnej ilości wątków nadprzyrodzonych autorka mogła skupić się na ważniejszych kwestiach i szczegółowiej je opisać. Przyczyniło się do większej spójności klimatu i bardziej rozbudowanych wątków pobocznych, które przestały być zapychaczami treści, i zaczęły uzupełniać całość.


Trzeba się z tym pogodzić i nie walczyć z czymś, czego nie można zmienić. Nie zawsze jest lato, ale to oznacza, że jesień jest czymś złym.

Świadectwo kości jest jedną z tych książek, którym udało się mnie pozytywnie zaskoczyć. Zagadka kryminalna została tu napisana po prostu lepiej, wątek obyczajowy został ograniczony do bezpiecznej objętości i zamiast przeszkadzać w lekturze, zaczął ją ubogacać, potencjał drzemiący w historii głównej bohaterki został świetnie wykorzystany, a zakończenie całości było po prostu lepsze. Czy jednak była to powieść idealna? Zdecydowanie nie. Pewne kwestie zostały nieco przeciągnięte, niektóre sceny były tu po prostu nie potrzebne, a pewne dialogi wypadały zaś nienaturalnie. Niemniej druga część prezentuje nam zdecydowanie ciekawszą historię, niż tom pierwszy, a całość czyta się po prostu przyjemniej. Może nie dla koneserów kryminałów, lecz dla tych, którzy swoją przygodę z gatunkiem zaczynają, będzie to bardzo dobry wybór.


Moja ocena:
★★★★★★★☆☆☆
(bardzo dobra)




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz